środa, 14 kwietnia 2010

Wszyscy jesteśmy monarchistami?

Sprawa budzi nieskończenie więcej kontrowersji niż myślałem, więc postanowiłem napisać nieco dłuższe uzasadnienie swojego stanowiska.

Lech Kaczyński nie miał zasług, które predestynowałyby go do pochówku na Wawelu. Śmierć w wypadku tego nie zmienia. Wniosek więc, że źródłem pomysłu jest sprawowanie przez niego urzędu Prezydenta i do tej opinii chcę się właśnie odnieść.

Co prawda nad orłem jest korona, ale żyjemy w republice, nie w monarchii. Prezydent to nie król i nie należy stwarzać tu poczucia jakiejś ciągłości. W republice prezydent jest zwykłym urzędnikiem. Bez tytułów, bez pałaców, bez statusu boskiego pomazańca. Państwo nie powinno być źródłem żadnego nadzwyczajnego prestiżu. Praca dla państwa nie uszlachetnia. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj przywódca "podobnie jak paser przyjmujący kradziony towar czerpie złudzenie wielkości z szansy dysponowania tym, czego nie zarobił, a także z mistycznego obrazu samego siebie jako wcielenia głosu ludu".

Prezydentura nie jest dzisiaj żadną "służbą". Znany ze współczesnych USA kult prezydentury, gdzie Obama myśli że na miejscu jest osobiste wychowywanie dzieci swojego suwerena, jest XX-wiecznym wypaczeniem. Prezydent nie jest żadnym Ojcem Narodu. I muszę pochwalić w tej kwestii retorykę premiera Tuska, jego przyznanie iż sam nie jest żadnym wielkim człowiekiem, było powiewem świeżości.

Jeśli ktoś chce zrozumieć jak wygląda republika powinien poczytać XIX-wiecznych liberałów. Liberał i profesor Yale, William Graham Sumner, pisał w 1898 o ideach przy powstaniu Stanów Zjednoczonych:

There should be no manors, no barons, no ranks, no prelates, no idle classes, no paupers, no disinherited ones except the vicious. There were to be no armies except a militia, which would have no functions but those of police. They would have no court and no pomp; no orders, or ribbons, or decorations, or titles. They would have no public debt. (...)

There was to be no grand diplomacy, because they intended to mind their own business and not be involved in any of the intrigues to which European statesmen were accustomed. There was to be no balance of power and no "reason of state" to cost the life and happiness of citizens.

(...)

Our fathers would have an economical government, even if grand people called it a parsimonious one, and taxes should be no greater than were absolutely necessary to pay for such a government. (...)

(...) Therefore the citizen here would never be forced to leave his family or to give his sons to shed blood for glory and to leave widows and orphans in misery for nothing. Justice and law were to reign in the midst of simplicity, and a government which had little to do was to offer little field for ambition.


Proponowano tytułowanie Prezydenta USA mianem "His Highness, the President of the United States, and Protector of their Liberties". Zwyciężył jednak republikański zwrot "Mr. President". Którego z tych zwrotów odpowiednikiem jest Wawel?

BTW, nie wiem dlaczego nagle decyduje kardynał Dziwisz z rodziną, myślałem że prezydent będzie miał pogrzeb państwowy, no chyba że takiego nie chciał.

Brak komentarzy: