piątek, 1 maja 2009

5 lat UE

Wczoraj odbyła się konferencja z okazji 5-lecia członkowstwa Polski w UE. Odbyła się oczywiście w Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina (AKA Komunistyczne Straszydło) dzięki czemu UE i tym razem była doskonałym celem odpowiednich żartów ;)

Na uwagę zasługiwała właściwie tylko (no należało się tego spodziewać, konferencja nie była przecież naukowa) wypowiedź Saryusza-Wolskiego który całkiem ostro jak na okoliczności opieprzył dziennikarzy. Powiedział, że 2/3 prawa powstaje obecnie w PE, wg Niemców 84%, a z prasy absolutnie niczego nie można się na ten temat dowiedzieć. Przy okazji każdego szczytu pokazują jedynie bandytów na ulicach. Wieczorem oczywiście serwisy telewizyjne zaczęły się od zadymiarzy, poprzez odpowiedzi na kretyńskie pytania typu "czy czuje się pani bardziej Polką czy Europejką?", a Saryusza-Wolskiego nie było. Nie wiem kto to jeszcze ogląda.

Nawet gdyby przywódcy UE chcieli stworzyć sensowny ustrój (to oczywiście niezłe "gdyby") to nie mieliby jak, bo dziennikarze w tym kraju robią za europropagandystów zamiast informować. Dlaczego UE ciągle ma tak wysoką pozycję w rankingach opinii publicznej? Bo opinia publiczna mało co o niej wie. Nie ma powodu, żeby instytucje europejskie miały lepsze notowania od polskich. Korupcja, głupota i skandale stoją tam na podobnym poziomie. Kto pamięta tajne wyniki audytu w PE? Tymczasem w Polsce media tworzą jakieś takie postrzeganie, że złe rzeczy to tylko u nas, a tam to siedzą wrażliwi, mądrzy ludzie. A jak ktoś tam narozrabia to też stary Giertych więc nasza wina.

W Polsce jeśli ktoś krytykuje jakąkolwiek część UE czy kierunek w jakim ona zmierza to jest od razu przeciwnikiem. Co to w ogóle znaczy "eurosceptyk"(to akurat nie tylko polski problem)? Bo jak dla mnie sceptyk to ktoś kto wątpi, a nie ktoś kto jest przeciw. Zasadnicza różnica.

Często narzekam, że nie było dyskusji na temat Konstytucji UE 2.0 (AKA Traktat Lizboński, w Sejmie nazywają go "Lezbońskim", LOL). Może to nie tylko wina UE, że takiej dyskusji nie było. Media (a przynajmniej MSM) wydają się nadawać tylko do tego, żeby zagonić ludzi do właściwego głosowania w referendum (ale już nie we właściwej ilości) albo sprzedać ludowi nową wojnę. Coś jest nie tak. Mam nadzieję, że Internet i bezprecedensowy dostęp do informacji zmienią ten stan rzeczy.

Brak komentarzy: