środa, 4 lutego 2009

Kazio coś kombinuje?

Dopiero przeczytalem post Kataryny o Kaziu, ciekawy:

(...) Załóżmy na chwilę, że Marcinkiewicz wcale nie jest tym na co wszystko wskazuje że jest - żałosnym pajacem, który dawno przekroczył granicę obciachu ale jest w sobie tak zakochany, że jeszcze długo tego nie zauważy - załóżmy, że jest cynicznym politycznym graczem realizującym plan wykraczający poza pochwalenie się przed całą Polską młodą panienką. (...)
Brzmi jakby się Kazio przymierzał do przywództwa Platformy po tym jak Tusk zostanie prezydentem a Schetyna premierem. I nie byłoby to wcale takie głupie - sympatyczny prezydent Tusk, silny premier Schetyna, a na czele partii rządzącej ulubieniec tłumów bez jasnych poglądów, bez własnej politycznej agendy, w pełni sterowalny bo pozbawiony politycznej wizji, skupiony tylko na wizerunku.
(...) Serial w brukowcach nie był nikomu potrzebny, rozstać się z żoną można było tak jak to robią przyzwoici ludzie, niekoniecznie poniewierając swoją rodzinę w mediach. Marcinkiewicz mógł zminimalizować straty, tymczasem zdecydował na rozwiązanie najbardziej dla nich bolesne, co mogę wytłumaczyć tylko tym, że kierował się wyłącznie potrzebą całkowitego rozbrojenia tematu na tyle wcześnie, żeby jak trzeba będzie wrócić, rysa na wizerunku była już niewidoczna. A to chyba znaczy, że plany powrotu były bardzo realne i bardzo atrakcyjne, na tyle atrakcyjne, że warto było zapłacić za nie krzywdą żony i dzieci. Robiłby to wszystko tylko dla mandatu europosła?

polecam calosc

Brak komentarzy: