środa, 30 kwietnia 2008

O Agnosiewiczu słów kilka...

Niedawno pewna Anna Thol przeprowadziła wywiad z Mariuszem Agnosiewiczem (czyli gościem od Racjonalista.pl) i nie mogę się powstrzymać, żeby nie skomentować ;)

Najpierw napiszę, że Agnosiewicza wcześniej nie znałem, więc i teraz moja wiedza o nim rozległa nie jest. Nie znałem go pewnie dlatego, że dawno temu uznałem Racjo.pl za delikatnie, ale jednak lewicujący serwis, a różne lewicowe odłamy ateizmu nie są dla mnie zbyt ciekawe... (wyskoczy typ "nie płakałem po papieżu" i się później za niego tłumacz :P) To co o Rand (czyli prawie nic) oczywiście czytałem ;) Bardzo możliwe, że nieco pochopnie Racjo.pl zlekceważyłem, ale wpis nie o tym...

Pierwsza istotna rzecz, która zwróciła moją uwagę, to straszliwe plątanie się Agnosiewicza przy próbie definicji najważniejszego dla niego uczucia, miłości.

Miłość, czyli często irracjonalne poświęcenie siebie – innej osobie lub osobom, rzeczom, dziełu.

Tak i nie. Zacznę od nie. W ogóle jak ktoś, kto uważa się za racjonalistę może mówić, że coś dla niego najważniejszego jest irracjonalne? Wg Rand miłość jest nagrodą za posiadane cnoty, czymś całkowicie zasłużonym i racjonalnym. Tym bardziej gdzie jest miłość tam nie ma poświęcenia. To jest wymiana, kapitalizm, korzyść dla obu stron. Trudno stwierdzić co właściwie Agnosiewicz rozumie przez poświęcenie siebie. Wydaje się rozumieć to bardzo potocznie. Poświęcenie dziełu nie jest z pewnością żadnym poświęceniem tylko bardzo samolubnym aktem. Poświęcenie innym osobom wręcz przeciwnie, chyba że mówimy o kimś ważnym (kogoś kogo dobro ma dla nas wartość wyższą niż cośtam), wtedy może być to także samolubne. Ale w ogóle to powiedział często irracjonalne... Kiedy wg niego jest racjonalne? Rozumiem, że wtedy kiedy to jest łatwe i przyjemne?

Natomiast co do tak to pozostaje fakt, że moje zastrzeżenia mogą się wydawać nieco semantyczne. Generalnie jeśli przyjąć, że istotą odpowiedzi Agnosiewicza jest pasja to on ma właściwie rację. Ja jednak jestem zwolennikiem przywracania słowom prawdziwych znaczeń, niech poświęcenie znaczy poświęcenie, a liberalizm znaczy liberalizm. To jest jednak interpretacja naciągana na korzyść Agnosiewicza. Ktoś kto mówi o miłości jako o poświęceniu dla innych wydaje się nie wiedzieć zbytnio o czym mówi...

Dalej, w odpowiedzi na to samo pytanie, Agnosiewicz wypacza trochę pojęcie wiary. Właściwie to znowu chodzi mi głównie o znaczenie słów. Rozróżnia on wiarę mądrą i niemądrą. Za przykład mądrej podaje wiarę w istnienie świata. Ja bym tego jednak wiarą nie nazwał. Dopóki nie istnieją racjonalne przesłanki by wątpić w istnienie świata, a dowody na jego istnienie są oczywiste (każdy osobiście świat postrzega) to świat istnieje. Być świadomym to być świadomym czegoś. Podobnie z różnicą między ateizmem oraz agnostycyzmem i absurdalnością tego drugiego. To nie jest żadna wiara tylko właśnie racjonalne podejście.

Agnosiewicz zmaga się z pytaniem, czy ważniejsze by być dobrym czy twórczym człowiekiem. Dla Obiektywisty odpowiedź jest dosyć oczywista, tzn. być dobrym = być twórczym ;) Zastanawiające natomiast co może Agnosiewicz rozumieć poprzez dobrego człowieka...

Na koniec moje ulubione, Agnosiewicz jako przykład pozytywnego przesłania ruchu w którym działa podaje ślub humanistyczny. Pomijam, że nie bardzo wiadomo co to jest ten humanizm, bo termin różnie bywa stosowany... Tak czy inaczej to nie jest żadne działanie pro. To jest budowa ruchu w opozycji do religii i na jej wzór. W dodatku jest to pewien element (wiele innych by się znalazło) tworzenia zorganizowanego ruchu intelektualnego, a to nie jest dobry pomysł. Pewnie, niby każdy ślub humanistyczny ma być inny, ale zgaduję że chrześcijańskie 2000 lat temu także bywały różne. Musi istnieć jakiś pierwiastek wspólny, a wraz z upływem czasu taki pierwiastek ma tendencję do rozrostu. Już nawet humanistyczny dekalog chłopaki mają. Poza tym czy racjonalista naprawdę potrzebuje ślubu, czyli tej sankcji z zewnątrz? Śmiem wątpić.

Brak komentarzy: