czwartek, 24 kwietnia 2008

Kagan nie rozumie historii Ameryki?

Niedawno byłem na debacie Dziennika z Robertem Kaganem i Radosławem Sikorskim. Jakoś się też tak złożyło, że w ostatnim Międzynarodowym Przeglądzie Politycznym jest recenzja nowej książki Kagana. Więc kilka komentarzy do Kagana...

Zaniepokoiło mnie trochę, kiedy Kagan powiedział na debacie, że historycznie polityka zagraniczna USA zawsze zmierzała do zmiany porządku światowego. No może od Teddyego "Czuba" Roosevelta rzeczywiście, ale nie wcześniej. Jakoś commerce with all nations, alliance with none Jeffersona nie wydaje się do zmiany porządku nawoływać. Prezydent van Buren nie chciał nawet walczyć o meksykański Texas, a co dopiero robić za światową policję...

Wspomniana recenzja (taka porządna recenzja, jak to w MPP) wytłumaczyła nieco moje wątpliwości. Kagan ma jednak na myśli USA od samego ich powstania. Podaje na przykład zdobywanie Zachodu i usuwanie Indian jako imperializm taki sam jak europejskich imperiów kolonialnych. Nie mogę się z tym zgodzić. Ani motywacją nie była chęć globalnej dominacji, ani nie rozwijano handlu Indianami, ani nie odbierano im niczego wartościowego bo już z samego założenia społeczności bez prawa własności niczego wartościowego nie mają. Zachód został zdobyty i zbudowany wysiłkiem przedsiębiorczych osadników Amerykańskich, a nie w imię poprawienia pozycji państwa albo szerzenia demokracji.

Co do demokracji to Kagan uważa, że USA od początku przyjęły rozprzestrzenianie jej jako swoją misję. To niespecjalnie tak. Gdyby neokonserwatyści nie byli lewakami tylko uczyli się od old right to wiedzieliby, że po pierwsze to dla Ojców Założycieli liczyła się wolność, a nie demokracja. Nie byli nawet przekonani, czy ustrój republikański (który nie oznacza zresztą do końca demokracji) będzie w stanie utrzymać właściwy zakres wolności obywateli. Jednym z moich ulubionych cytatów jest odpowiedź Benjamina Franklina udzielona na pytanie pani Powel czy Konwencja Konstytucyjna zdecydowała się na monarchię czy republikę. A republic if you can keep it odpowiedział Franklin (swoją drogą to można debatować czy się udało...). Jefferson był tak przerażony tym kogo lud wybierał będzie do Izby Reprezentantów, że popierał utworzenie Senatu jako izby o nieco bardziej arystokratycznym charakterze. No, ale wpis nie o tym... W każdym razie szerzenie czegokolwiek także nie wydaje się misją dawnej Ameryki.

chyba jeszcze będę musiał dopisać do tego wątku, ale dzisiaj już nie mam czasu...

Brak komentarzy: